Ostatnio uczestniczyłam w bardzo kontrowersyjnej debacie, zorganizowanej
przez "Gazetę Wyborczą". Jej
tytuł brzmiał: "Czy zwierzę to rzecz?" i była ona częścią cyklu
spotkań "Jak urządzić świat". Temat ten jest mi bliski, ponieważ od 6
lat praktykuję wegetarianizm a od kilku miesięcy, weganizm. Jestem mocno zaangażowana w sprawy dotyczące
ochrony praw zwierząt dlatego z przyjemnością słuchałam dyskusji prowadzonych
na sali. Znaleźli się przedstawiciele
różnych poglądów i idei. Mój udział w
debacie był stosunkowo bierny, do czasu. Chętnie dopuszczałam do siebie prawdy głoszone przez uczestników spotkania,
nawet te, z którymi się nie zgadzałam. Jednak pewne słowa kobiety prowadzącej
debatę zmusiły mnie do spontanicznej reakcji. Moja czujność podczas rozmowy na
chwilę się wyłączyła, gdy nagle usłyszałam: "Oczywiście, nie namawiamy
nikogo do natychmiastowego przejścia na wegetarianizm czy weganizm, ponieważ
jest to niemożliwe." Niemożliwe? Przecież jestem żywym przykładem na to,
ze takie spostrzeżenie to bzdura. W
jednej sekundzie wstałam a autorka tych słów podała mi mikrofon. W końcu mogłam
się odezwać. Przytoczę swoje słowa: "Nie
ma rzeczy niemożliwych. Przeszło 6 lat
temu oznajmiłam swojej mamie, że od dzisiaj nie jem mięsa. Nie była zadowolona,
też bym nie była. Taka decyzja to diametralna zmiana w życiu człowieka i dużo
problemów dla jego rodziny. "Walka" była długa, jak widać ja ją
wygrałam. Mama po pewnym czasie zaczęła się starać zrozumieć, czym kieruję
swoje działania. A to jest najważniejszy
krok do pojednania, chęci porozumienia. W tej chwili traktuje moje
postanowienie jako dojrzały wybór a nie dziecięcą fanaberię. Nie namawiam do
buntu, chcę wam tylko uświadomić, że nie ma rzeczy, których nie dałoby się
przeskoczyć. Wystarczy mieć mocne argumenty i nie ulegać powszechnym
stereotypom. Trzeba uświadamiać i tłumaczyć. Do zmiany swojego życia trzeba
podchodzić dużymi krokami, tak jak ja to zrobiłam, albo mniejszymi, które w
rezultacie również was doprowadzą do celu. Kilka miesięcy temu zagadałam do
swojej mamy, tym razem z nowym pomysłem. Pomysłem przejścia na weganizm. Jej
reakcja była znacznie lepsza niż kiedyś jednak dalej musiałam ją przekonywać. I
przekonałam, przekonałam ją, że nie wszystkie zmiany są złe. Teraz usiłuję ją
skłonić do kupowania jedynie żywności ekologicznej, z naturalnych upraw. Idzie
nieźle. Myślę, że wszystko da się załatwić. Może zabrzmi to trochę heroicznie
ale lekkie poświęcenie w imię swoich zasad moralnych jest opłacalne. Nasze
zaangażowanie jest fundamentem dobrego traktowania zwierząt w tym kraju. Chwila
naszego "cierpienia" i "użerania się" z otaczającym nas
światem jest niczym, w porównaniu do cierpienia, jakie codziennie spotyka
niewinne stworzenia. Po prostu róbcie to co do was należy, nie ma żadnych
wymówek." Powyższe słowa wzbudziły
różne reakcje na sali. Usłyszałam brawa, słowa uznania jak i uzasadnioną oraz
bezpodstawną krytykę. Jednak nie żałuję żadnego z nich. Mam czyste sumienie,
zareagowałam w momencie gdy poczułam, że powinnam to zrobić. I może się teraz
powtórzę, ale nie bójcie się podążać za wyznawanymi przez siebie wartościami.
Tak samo nie obawiajcie się tym dzielić z innymi. Pamiętajcie, że wasze słowa
mogą być inspiracją dla innych i pierwszym krokiem do zmiany ich nastawienia.
Mam nadzieje, że minimalnie zmieniłam światopogląd chociaż jednej osoby będącej
na tej debacie.
-Emilia Pluskota
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz