wtorek, 1 stycznia 2013

Czy zwierze to rzecz?



Ostatnio uczestniczyłam w bardzo kontrowersyjnej debacie, zorganizowanej przez "Gazetę Wyborczą".  Jej tytuł brzmiał: "Czy zwierzę to rzecz?" i była ona częścią cyklu spotkań "Jak urządzić świat". Temat ten jest mi bliski, ponieważ od 6 lat praktykuję wegetarianizm a od kilku miesięcy, weganizm.  Jestem mocno zaangażowana w sprawy dotyczące ochrony praw zwierząt dlatego z przyjemnością słuchałam dyskusji prowadzonych na sali.  Znaleźli się przedstawiciele różnych poglądów i idei.  Mój udział w debacie był stosunkowo bierny, do czasu. Chętnie dopuszczałam do siebie  prawdy głoszone przez uczestników spotkania, nawet te, z którymi się nie zgadzałam. Jednak pewne słowa kobiety prowadzącej debatę zmusiły mnie do spontanicznej reakcji. Moja czujność podczas rozmowy na chwilę się wyłączyła, gdy nagle usłyszałam: "Oczywiście, nie namawiamy nikogo do natychmiastowego przejścia na wegetarianizm czy weganizm, ponieważ jest to niemożliwe." Niemożliwe? Przecież jestem żywym przykładem na to, ze takie spostrzeżenie to bzdura.  W jednej sekundzie wstałam a autorka tych słów podała mi mikrofon. W końcu mogłam się odezwać. Przytoczę swoje słowa:                                                                                                                                          "Nie ma rzeczy niemożliwych.  Przeszło 6 lat temu oznajmiłam swojej mamie, że od dzisiaj nie jem mięsa. Nie była zadowolona, też bym nie była. Taka decyzja to diametralna zmiana w życiu człowieka i dużo problemów dla jego rodziny. "Walka" była długa, jak widać ja ją wygrałam. Mama po pewnym czasie zaczęła się starać zrozumieć, czym kieruję swoje działania.  A to jest najważniejszy krok do pojednania, chęci porozumienia. W tej chwili traktuje moje postanowienie jako dojrzały wybór a nie dziecięcą fanaberię. Nie namawiam do buntu, chcę wam tylko uświadomić, że nie ma rzeczy, których nie dałoby się przeskoczyć. Wystarczy mieć mocne argumenty i nie ulegać powszechnym stereotypom. Trzeba uświadamiać i tłumaczyć. Do zmiany swojego życia trzeba podchodzić dużymi krokami, tak jak ja to zrobiłam, albo mniejszymi, które w rezultacie również was doprowadzą do celu. Kilka miesięcy temu zagadałam do swojej mamy, tym razem z nowym pomysłem. Pomysłem przejścia na weganizm. Jej reakcja była znacznie lepsza niż kiedyś jednak dalej musiałam ją przekonywać. I przekonałam, przekonałam ją, że nie wszystkie zmiany są złe. Teraz usiłuję ją skłonić do kupowania jedynie żywności ekologicznej, z naturalnych upraw. Idzie nieźle. Myślę, że wszystko da się załatwić. Może zabrzmi to trochę heroicznie ale lekkie poświęcenie w imię swoich zasad moralnych jest opłacalne. Nasze zaangażowanie jest fundamentem dobrego traktowania zwierząt w tym kraju. Chwila naszego "cierpienia" i "użerania się" z otaczającym nas światem jest niczym, w porównaniu do cierpienia, jakie codziennie spotyka niewinne stworzenia. Po prostu róbcie to co do was należy, nie ma żadnych wymówek."                                                                                               Powyższe słowa wzbudziły różne reakcje na sali. Usłyszałam brawa, słowa uznania jak i uzasadnioną oraz bezpodstawną krytykę. Jednak nie żałuję żadnego z nich. Mam czyste sumienie, zareagowałam w momencie gdy poczułam, że powinnam to zrobić. I może się teraz powtórzę, ale nie bójcie się podążać za wyznawanymi przez siebie wartościami. Tak samo nie obawiajcie się tym dzielić z innymi. Pamiętajcie, że wasze słowa mogą być inspiracją dla innych i pierwszym krokiem do zmiany ich nastawienia. Mam nadzieje, że minimalnie zmieniłam światopogląd chociaż jednej osoby będącej na tej debacie. 


-Emilia Pluskota

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz